Z krainy węgla - 1904, cz. 2
Z krainy węgla - 1904 r. cz. IITu ludzie żyją głównie surogatami życia, zatracili jego zmysł, wprost przeciwstawili się mu, na przeciwny biegun, którym ma być sztuka. Daremne wszakże tęsknią do jej sfer niezmąconych, napróżno zmuszają siebie do rozpaczliwych wysiłków, gdyż niezdolni do życia i wycofani zeń, uderzają wciąż w »nieme klawisze« — jak doskonale wyraża się autor. Bezdźwięczne mechanizmy, bez bodźców żywych zdolne, co najwyżej do gry udoskonalonej, istoty wypełnione sztucznością, kabotyny z musu, ponury i nieszczęsny korowód z »tańca śmierci«. Wszystko to wije się w sprzecznościach i udręczeniach jałowych, oddaje się orgiom wszelkiego rodzaju i, nie mogąc złapać tchu, ginie ostatecznie w paroksyzmach duszy, bądź w tępem odrętwieniu.
Dantejski prawdziwie obraz współczesnej kultury, po którego rozważeniu ma się pełne grozy uczucie, że doprawdy »coś się popsuło w państwie« — duszy ludzkiej, że tam gnieździ się straszliwe próchno, bezprzykładna jałowość, gruntowne znikczemnienie, fosforyzujące niekiedy pozorami szczytności. To wszystko odsłania autor z niebywałą biegłością, z głębokiem odczuciem tego rodzaju stanów duszy.
Pokrewne tematy porusza utwór K. Irzykowskiego, pod tytuł. »Pałuba«, o którym wspominam głównie dlatego, iż autor jego stosuje bardzo oryginalną metodę twórczą — unika rodzaju rozmowkowo-anegdotycznego — i sięga również głęboko w zawiłe strony bytu ludzi współczesnych. Tu także mamy ludzi — sztucznością zastępujących życie prawdziwe, wciąż eksperymentujących na niem, układających świadomie jakieś potworne kombinacye jego i aliaże.
Od powyższych obrazów rozkładu i bezżyciowości, odwodzą wzrok pełne świeżej mocy, nadmiaru sił żywotnych, prymitywnego ich ujawniania się, sceny z życia ludu tatrzańskiego, które nam dał K. Tetmajer w zbiorku nowel p. tyt. »Na skalnem Podhalu«. Ten zwrot do epiki ciekawy jest w rozwoju twórczości urodzonego liryka. O nowych zmianach, zachodzących w pełnej nieoczekiwanych przeobrażeń twórczości G. Zapolskiej, świadczą takie jej utwory, jak »Modlitwa Pańska« i »A gdy w głąb duszy wnikniemy«.
W. Sieroszewski, oddany tematom egzotycznym, dorzucił do charakterystyki stosunków na dalekim Wschodzie szereg przyczynków w postaci »Powieści chińskich«, w których odtwarza starcie się ras i kultur odmiennych. Mówiąc o wyróżniających się, z tego lub innego powodu, utworach beletrystycznych, niepodobna pominąć szeregu prac niewyczerpanej w twórczości E. Orzeszkowej, podziwiać należy jej trud, jej szlachetność natchnień, wrażliwość niemal młodzieńczą serca. Rok ubiegły zaznaczył się w twórczości zasłużonej powieściopisarki takiemi utworami, jak: »Anastazya« i »Ad Astra« — powieść napisana na spółkę z drugą osobą. W tem, co należy do samej Orzeszkowej, wyróżnić trzeba, choćby niepospolite opisy Puszczy Białowieskiej, jakich niewiele znalazłoby się w naszem piśmiennictwie.
Z prac »najmłodszych« autorów naszych zasługuje na uwagę zbiór nowel F. Brodowskiego p. tyt. »Chwile«, w których ujawnia się duch wrażliwy zarówno na piękno świata, jak i na jego dręczące, sfinksowe zagadki.
W twórczości poetyckiej mniej znajdujemy ruchu i ożywienia, nie brak jednak i w tej dziedzinie rzeczy wybitniejszych. Koroną wysiłków poetyckich roku ubiegłego stanowią poezye L. Staffa p. t. »Dzień duszy« i dwa niepospolite utwory Wyspiańskiego »Wyzwolenie« i »Bolesław Śmiały«. Jak niegdyś »Wesele«, tak teraz »Wyzwolenie« Wyspiańskiego wywołało istny wir, odmęt najsprzeczniejszych opinii i rozpraw, w sferach najmniej zbliżonych do siebie; to dowód, że autor umie trafiać w samo serce spraw obchodzących ogół. Mogą ci i owi zżymać się, wzruszać ramionami, dowodzić, że w utworach Wyspiańskiego są same »zagadki« — nic to nie znaczy, nie zmniejszy to doniosłości jego utworów, bo kto temi zagadkami tak umie wstrząsać ludzi, tak odbierać im spokój i zmuszać do zastanawiania się nad niemi, ten już tak bardzo zawiłą i niepojętą mową do nich nie przemawia.
Innych, mniej ważnych objawów twórczości naszej z roku ubiegłego, nie uwzględniam. Obok rzeczy wymienionych, stoją zwarte szeregi tego rodzaju prac, które należą, w większości wypadków, do normalnej fabrykacyi literackiej, świadczącej częstokroć o dużej rutynie fabrykanta, po za tem odpowiadającej nieraz potrzebom szerokiego koła czytelników. To wszysto idzie utartym szlakiem, właściwie nic nie stwarza, gdyż nic nie zmienia i nic nowego nie zapowiada, dlatego więc wielkie milczenie zostawia po sobie w literaturze.
Tekst: Wł. Jabłonowski. Foto: Ilustracya Polska nr 3, Kraków-Lwów, 14 stycznia 1904 r.
bibliografia